2008 czerwiec 07 /\/\
W pewną pogodną, słoneczną (to tutaj zadziwiające!) sobotę osobnik w skrócie zwany /\/\. postanowił wyruszyć na połów dusz przez szkiełko do czarnej magicznej puszeczki. Za cel desantu fotograficznego obrał najstarszą dzielnicę Dubaju o nazwie Deira. Tam spodziewał się odnaleźć prawdziwy Dubaj, zbudowany ze starych kamieni i drewna, a nie plastiku-fantastiku*. Pełen wąskich przejść, bazarowych zapachów i prawdziwych ludzi.
Ale żeby tam się dostać musiał najpierw pokonać Dubai Creek, czyli tutejszą zieloną Wisłę.
* termin "plastik-fantastik" jest tu użyty za zgodą kolegi Jochuma, który posiada wszelkie do niego prawa (i ponosi również wszystkie konsekwencje jego użycia ;)


Na brzegu /\/\. został od razu osaczony przez wąsatych piratów. Oferowali prywatne kursy po Creeku za jedyne 25 dirhamów! Ale szczwany lis /\/\. odrobił lekcje i wiedział, że kurs publicznymi łajbami kosztuje tylko 1 dirhama! I takich łodzi szukał.

To była odpowiednia łódź:


Na ulicach widzi się tu głównie mężczyzn, siedzą zawsze trójkami - elegancko dobrani składowymi kolorami swoich galabijii... ex-biała, wyblakło łososiowa i szpitalny seledynek.

Gdyby nie fakt, że tydzień temu pakistański mistrz fryzjerski zaaplikował mu arabską lokalną fryzurę, osobnik /\/\. na pewno skusiłby się na postrzyżyny w tym saloonie - wąsaty fryzjer budził zaufanie.

Buty, jak w Japonii, zostawiamy na zewnątrz, żeby nie wynosić domowego kurzu na ulicę.




Zamiast akcji malowania krów, które znamy z Wawy, w Dubaju odbywa się inna akcja. I tak... były dwie możliwości - albo malować wielbłądy, albo konie... przepraszam, czystej krwi araby.
Więc tu malują araby!

Po przejściu labiryntu kilkuset malutkich uliczek, niosąc już pokaźną ilość złapanych dusz w woreczku SanDiska, /\/\. natrafił na prawdziwą gratkę - w prawdziwym arabskim suuku kręcono prawdziwy arabski film! Fabuła ocierała się chyba o to, że on jej szukał, a ona robiła zakupy, potem był ten trzeci, który nie chciał żeby on i ona razem, a on był z lepszej rodziny... więc się gonili po bazarku... albo coś w tym stylu. W każdym razie DUBAIWOOD !!!

A tutaj przyuważony, tzw. Odwrotny Titanic!
(odwrotny, bo na rufie :)

W Dubaiu trzeba mieć styl - What`s your Style? Ten gośc z reklamy na pewno ma niepowtarzalny. Szkoda że takich typów nie spotyka się tu na ulicy.





/\/\. - powodowany chęcią wtopienia się w lokalny koloryt i modę odzieżową zaczął rozmyślać nad sprawieniem sobie takiego fantazyjnego obrusu na głowę, ale po chwili namysłu zrezygnował. Wyobraził sobie, że wyglądało by to w najlepszym wypadku tak:






Zaawansowane operacje logistyczno-handlowe w porcie rzecznym.
Kawa z Zanzibaru, mahoń z Wenezueli, trawka cytrynowa z Tajlandii wymieniane są pewnie za dubajskie perły...

Po lewej dwóch marynarzy Bul Bul, a po prawej osobnik /\/\. jako Miejski Łowca Dusz. Po 6 godzinach dreptania chodnikami i nie tylko, z odciskami na piętach, spocony jak mysz w mikrofalówce w trybie rozmrażania kończy swoją fotograficzną krucjatę w Deeirze.

/\/\. |