!DUBA!LANDiA!

 

 

czytajcie od dołu do góry i od prawej do lewej!

/\/\.

 

 

 

2008czerwiec18/\/\

Śniadanie majstrów, czyli kto to wszystko buduje?

/\/\.

 

 

 

2008czerwiec14/\/\

Skrót. Brak chodnika. Budowlańcy.

/\/\. stara się chodzić do najbliższego lokalnego spożywczaka skrótami. Skróty pozwalają wydzielić z siebie mniej potu w czasie pokonywania drogi, a przy okazji mają nieocenioną wartość krajoznawczą. W najbliższym lokalnym spożywczaku filipińskie kasjerki sprzedają mu zwykle zepsute mleko, całe mrożone kurczaki z wnętrznościami zamiast grzecznie pokrojonych kurczaczych piersi (co, ku zdziwieniu /\/\. okazuje się dopiero w kuchni) albo nie sprzedają mu nic w ogóle, bo terminal kart płatniczych odmawia współpracy.

Ulubionym skrótem /\/\. jest długi, wąski pas ziemi niczyjej zaraz za wyjściem z budynku. Pozwala zaoszczędzić jakieś dwie minuty chodzenia w upale, a po godzinie 16.00 ma dodatkowy atut w postaci cienia. Dokładnie pośrodku tego betonowego kanionu, w niewiadomego pochodzenia dziurze w murze, zlokalizowane jest ptasie gniazdo. Okazjonalnie wydobywają się z niego ciche popiskiwania. To jedyna fauna jaką /\/\. napotkał w okolicy, nie licząc przebieranych misio-strusi podrygujących w promocji kid-szopu w Molu nad Molami.

Pierwszą rzeczą jaką /\/\. zauważa po wyjściu z kanionu jest kompletny brak chodnika. Upływ dni nie poprawia sytuacji. Chodnika nie ma codziennie po żadnej ze stron jezdni. Nie wystepuje on zresztą również w wielu innych miejscach - na większości powierzchni tutejszego nowopowstałego ursynowa, czyli Dubai Mariny. Nie ma go ani tu:

Ani tu:

Gdzieniegdzie tylko, calymi miesiącami trwa mozolna produkcja chodnika wykonywana przez dziwaczne maszyny i śniadych spoconych robotników rodem z Pakistanu , Indii albo Bangladeszu. Ale wszystko to bez namacalnych pod stopami efektów. /\/\. podobnie jak inni co bardziej żwawi tutejsi ekspaci używa w celach pieszo-komunikacyjnych skrajnego fragmentu jezdni, odprawiając co chwila zatrzymujące się taksówki, których kierowcy nie mogą uwierzyć, że biały w Dubaju idzie piechotą!

Osobnik /\/\. usłyszał od pewnego pakistańskiego taksówkarza, że za jakieś dwa lata Dubai Marina ma zostać ukończona, a wszystkie budynki oddane. Patrząc na obecny stan robót można przypuszczać, że to prawda. Chociaż nie wszyscy budowlańcy złapani przez /\/\. w czarną puszkę wyznawali etos ciężkiej pracy...

/\/\.

 

 

 

2008czerwiec07/\/\

W pewną pogodną, słoneczną (to tutaj zadziwiające!) sobotę osobnik w skrócie zwany /\/\. postanowił wyruszyć na połów dusz przez szkiełko do czarnej magicznej puszeczki. Za cel desantu fotograficznego obrał najstarszą dzielnicę Dubaju o nazwie Deira. Tam spodziewał się odnaleźć prawdziwy Dubaj, zbudowany ze starych kamieni i drewna, a nie plastiku-fantastiku*. Pełen wąskich przejść, bazarowych zapachów i prawdziwych ludzi.

Ale żeby tam się dostać musiał najpierw pokonać Dubai Creek, czyli tutejszą zieloną Wisłę.

* termin "plastik-fantastik" jest tu użyty za zgodą kolegi Jochuma, który posiada wszelkie do niego prawa (i ponosi również wszystkie konsekwencje jego użycia ;)

Na brzegu /\/\. został od razu osaczony przez wąsatych piratów. Oferowali prywatne kursy po Creeku za jedyne 25 dirhamów! Ale szczwany lis /\/\. odrobił lekcje i wiedział, że kurs publicznymi łajbami kosztuje tylko 1 dirhama! I takich łodzi szukał.

To była odpowiednia łódź:

Na ulicach widzi się tu głównie mężczyzn, siedzą zawsze trójkami - elegancko dobrani składowymi kolorami swoich galabijii... ex-biała, wyblakło łososiowa i szpitalny seledynek.

Gdyby nie fakt, że tydzień temu pakistański mistrz fryzjerski zaaplikował mu arabską lokalną fryzurę, osobnik /\/\. na pewno skusiłby się na postrzyżyny w tym saloonie - wąsaty fryzjer budził zaufanie.

Buty, jak w Japonii, zostawiamy na zewnątrz, żeby nie wynosić domowego kurzu na ulicę.

Zamiast akcji malowania krów, które znamy z Wawy, w Dubaju odbywa się inna akcja. I tak... były dwie możliwości - albo malować wielbłądy, albo konie... przepraszam, czystej krwi araby.

Więc tu malują araby!

Po przejściu labiryntu kilkuset malutkich uliczek, niosąc już pokaźną ilość złapanych dusz w woreczku SanDiska, /\/\. natrafił na prawdziwą gratkę - w prawdziwym arabskim suuku kręcono prawdziwy arabski film! Fabuła ocierała się chyba o to, że on jej szukał, a ona robiła zakupy, potem był ten trzeci, który nie chciał żeby on i ona razem, a on był z lepszej rodziny... więc się gonili po bazarku... albo coś w tym stylu. W każdym razie DUBAIWOOD !!!

A tutaj przyuważony, tzw. Odwrotny Titanic!

(odwrotny, bo na rufie :)

W Dubaiu trzeba mieć styl - What`s your Style? Ten gośc z reklamy na pewno ma niepowtarzalny. Szkoda że takich typów nie spotyka się tu na ulicy.

/\/\. - powodowany chęcią wtopienia się w lokalny koloryt i modę odzieżową zaczął rozmyślać nad sprawieniem sobie takiego fantazyjnego obrusu na głowę, ale po chwili namysłu zrezygnował. Wyobraził sobie, że wyglądało by to w najlepszym wypadku tak:

Zaawansowane operacje logistyczno-handlowe w porcie rzecznym.

Kawa z Zanzibaru, mahoń z Wenezueli, trawka cytrynowa z Tajlandii wymieniane są pewnie za dubajskie perły...

Po lewej dwóch marynarzy Bul Bul, a po prawej osobnik /\/\. jako Miejski Łowca Dusz. Po 6 godzinach dreptania chodnikami i nie tylko, z odciskami na piętach, spocony jak mysz w mikrofalówce w trybie rozmrażania kończy swoją fotograficzną krucjatę w Deeirze.

/\/\.

 

 

 

http://miroslawski.net

k.miroslawski@vp.pl

http://picasaweb.google.com