/\/\.

 

 

 

2008____listopad____28____________________________________________

Furror Szou - Sharjah 2008, czyli pokaz mody dla paliwożerców emirackich na rok następny.

Jednocześnie powrót obfitego koloru i bogatego profilu motoryzacyjnego na łamy nieregularnika cojakiśczasowego "Dubailandia".

Nowe konie machaniczne cieszą się u Emiratów równie wielkim uwielbieniem, jak zdrowe araby, czy kultowe silne wielbłądy.

Nowe zmotoryzowane zabawki najlepiej trzymać cały czas jeszcze w oryginalnej folijce (a czasem torebce z Carrefoura), wtedy wszyscy widzą, że oto egzemplarz nowy i nie ma wątpliwości, że nigdy nie śmigany. Słowem, jest respekt w mieście!

Najpopularniejszym kolorem wydaje się biały*.

U wielbłądów sprawdza się odnóża, kopyta, pewnie wysokość w kłębie (?)**, zaś w samochodach wnikliwą uwagę szejków przyciągają oczywiście, przede wszystkim: kółka.

Powinny być cztery, efektownie wykończone, twardo stąpające i mocne w pęcinach oraz... ..cienkie jak naleśniki (!).

Do tego dobrym atutem podczas śmigania przez miasto jest odpowiednie umaszczenie mechanicznego zwierza. Tutaj w stylu Freddie Kruger Goes Industrial:

"Tak, to odpowiedni wózek dla mojego syna, proszę zapakować dwa na wynos."

A tutaj egzemplarze chyba z poprzedniej wystawy, opuszczone, zapuszczone i zapomniane... Moda tak szybko przemija...

* Nie wiem dlaczego, przecież każde dziecko wie, że białe są tylko karetki, a już zupełnie wszystkim wiadomo, że najszybsze samochody są koloru czerwonego! No, ew. żólte z pomarańczowymi płomieniami po bokach...

** Tu proszę o wypowiedź ekspertów, w celu weryfikacji mojego niepohamowanego słowotoku.

/\/\.

 

 

 

2008____listopad____24____________________________________________

Deira, tom II

Kupować, kupować, kupować.

Sprzedawać, sprzedawać, sprzedawać.

Targować, targować, targować.

Metody konsumenta /\/\. na 100% skuteczną dubajską negocjację cenową:

paragraf #1 - p r z y w i t a n i e :

- wylewne arabskie przywitanie: Slalom Alejką i prawa ręka na sercu, ukłon pokazujący rozmówcy gniazdko na czubku głowy, potem dobrze zagaić skąd pochodzi, gdzie jego rodzina, jak liczna i tym podobne szczegóły zbliżające kontrahentów do siebie na gruncie prywatnym. Potem następuje oczywiście wybór towaru, ew. przymierzanie, itede... et cerata... etc...

paragraf #2 - r o z p o c z ę c i e :

- zaoferowanie zapłaty na tyle śmiesznej i filigranowej, żeby sprzedawca ze śmiechu nakrył się kopytkami i tarzał w szyderczych spazmach radości po całym sklepie

paragraf #3 - r o z w i n i ę c i e (się z tematem)

- potem po usłyszeniu horendalnie wysokiej kontr-propozycji nieprzyjaciela handlowego szybkie powołanie się na ogólno-światowy kryzys ekonomiczny (powinno zagwarantować zmiękczenie wstępnej ceny dla białasów o jakieś 20-30%)

- nastepnie można zaserwować 1-wszy tekst zmyślony na poczekaniu, na rozgrzewkę: "inni sprzedawcy na tej ulicy tylko czekają, żeby mi coś sprzedać - popatrz na nich, przyjacielu (w tym momencie podchodzimy do okna i wskazujemy teatralnie ręką w nicość), łykną moją ofertę jak młody pelikan sardynkę!"

[ tu może nastąpić doszukiwanie się tzw. dziury w całym, czyli poszukiwanie wady w towarze, oczywiście nieomieszkawszy głośno poinformować sprzedającego, gdy coś znajdziemy, a nawet wtedy gdy nic nie znajdziemy! Nie ma rzeczy bez wad, to podejrzane! ]

- i 2-gi improwizowany tekst, z gatunku rozbrajających, jeśli akurat mamy na sobie bródkę: "zobacz, mój przyjacielu, specjalnie zapuściłem arabską bródkę, żebyś mógł mi teraz zaraz obniżyć cenę!"

- jeśli kontroferta nadal oscyluje na poziomach niebios wytaczamy mocny argument etniczny: powołanie się na pochodzenie z biednego post-komunistycznego kraju z równoczesnym wybebeszeniem pustych kieszeni dżinsów na lewą stronę (wszystko oczywiście wcześniej przygotowane)

- jeśli cena nadal nie przystaje do realnej arabskiej ceny dla lokalesów, próbujemy tekst 3-ci - z gatunku dobijajaco-rozbrajajacych - jeśli jest się w sklepie z kimś, kto naturalnie akurat nie ma dużego zarostu (jak kolega Ozzish) : "zobacz, drogi przyjacielu, mój kolega specjalnie dokładnie ogolił się na tę okazję, żebyś teraz zaraz mógł nam obniżyć cenę!"

- jesli ten ostatni wybryk krasomówczy nie przyniesie zadowalających dla portfela rezultatów, na pewno pomoże tzw. "final hit", czyli żwawe, gwałtowne, teatralne zerwanie się ku wyjściu (zwykle kończy się wylądowaniem ręki sklepikarza na ramieniu klienta i zapewnieniem, że przecież się jakoś dogadamy!)

paragraf #4 - w y k o ń c z e n i e (przeciwnika):

- wyjęcie z ukrytej kieszonki banknotu 500, albo i 1000, 2000 dirhamowego, w celu dostania 95% reszty, żeby już całkiem dobić pokonanego i liżącego już finansowe rany kontrahenta...

/\/\.

 

www: http://miroslawski.net

kontakt email: k.miroslawski@vp.pl

foto-albumy: http://picasaweb....

filmy: http://vimeo....